Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 117 557 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Śmierć kliniczna - relacje.

sobota, 09 sierpnia 2008 23:21
Skocz do komentarzy


Prosiliscie aby osoby ktore przezyly smierc kliniczna podzielily sie swoimi przezyciami. Wiem ze chciałam do was napisac i opisac swoje przezycia, byly inne niz te o ktorych dotychczas czytalam. To bylo 22 lata temu, bylam w ciazy okreslanej przez lekarzy jako ciaza wysokiego ryzyka. Dziecko moglam urodzic tylko przez cesarke. Poltora miesiaca przed terminem dostalam w nocy krwotok i zabralo mnie pogotowie.

Powinnam byc natychmiast operowana ale szpital nie posiadal krwi mojej grupy. Dzien wczesniej podano cala chlopcu ktory mial wypadek. Krew zostala natychmiast telefonicznie zamowiona ale trzeba bylo na nia czekac. Krwotok sie na razie uspokoil. O 9 rano nastapil ponowny i mimo braku krwi lekarz zarzadzil natychmiastowa operacje. To byla 9 rano a gdy sie obudzilam byla 17,30 i miedzy tymi godzinymi to sie stalo. Bylo ze mna tragicznie opowiadala mi to pozniej moja przyjaciolka ktora pracowala tam jako pielegniarka.
Bylam jak by widzem i mialam przed soba przestrzen ale ograniczona, wygladalo to jak by prostokatny ekran.

Po lewej stronie byly szesciany ktore tworzyly jak by niedokonczony plaster miodu. Szesciany po bokach byla nieziemsko kolorowe, to nie byly jednolite kolory one jakby sie przenikaly,,srodek byl jaskrawo bialy i mial jakby glebie tak ledwo wyczuwalna.To tak jak patrzymy na chmury, one nie sa plaskie. Ja powoli zblizalam sie do wolnego miejsca w tym „plastrze”. Przez caly czas towarzyszyly mi wysokie dzwieki nie znane mi tu na ziemi, piekne kolory i uczucie wielkiego szczescia i agape wielka boska milosc/tylko ten kto to przezyl wie co chcialam napisac bo my nie znamy na to slow.I gdy ja „zsuwalam” sie do tego wolnego miejsca w tym „plastrze miodu” po prawej stronie w gornym rogu ukazala sie dwojka moich synow 10 i 3 latka. Ten starszy kucal obok mlodszego trzymal go za raczke i byli zajeci soba. A ja dostalam jak by propozycje, czy chce wrocic do dzieci czy dolaczyc do tych szescianow.

Wahałam sie bylo mi ciezko zdecydowac bo nagle uswiadomilam sobie jak ciezkie jest zycie do ktorego mam wrocic w porownaniu z tym co przed chwila doznalam. Niechetnie i z zalem wrocilam ale wiedzialam ze i tak „tam” kiedys wroce i to co przezylam mi nie ucieknie. Z chwila podjecia decyzji wszystko zniklo, nic wiecej juz nie pamietam. Moje zycie od tego czasu sie zmienilo. Patrzylam na swoje cialo jak na cos obcego dotarlo do mnie ze to nie ja, moje cialo ta nie JA to tylko takie „ubranie”. Sukienka w szafie tez nie jest mna, gdy ja ubiore tworzymy jakąś calosc ale to nie JA. Przestalam bac sie smierci bo to nie koniec i poznalam agape - boska milosc. Pozdrawiam



To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: śmierć kliniczna

Było to 40 lat temu. Mąż mojej kuzynki przyjechał nad morze do sanatorium.Przyszedł nas odwiedzić. Poniewaz nie spotykaliśmy się często opowiadał nam,że bardzo choruje na serce i był trzykrotnie w śmierci klinicznej. Nigdy takiego określenia nie słyszałam więc spytałam
o szczegóły.Powiedział mi,żepo prostu umierał.Zobaczył swoje ciało z góry i ratujących go
w wielkim zamieszaniu lekarzy i pielęgniarki. Wołali, żeby się odezwał, ale chociaż wszystko widział i słyszał nie mógł im tego zasygnalizować. Zaczął lecieć tunelem, na końcu którego
było jasne światło i widział wyciągnięte do niego ręce kilku osób. Bardzo chciał do nich
dotrzeć, ale przeszkadzali mu ratujący go ludzie. Poczuł złość."Chciałem, żeby
mnie zostawili w spokoju. Tak mi było dobrze."Został jednak przywrócony do życia.

Parę dni po tym spotkaniu koleżanka,która pracowała w sanatorium
powiedziała mi,że robiła mu ekg przyłóżkowe, i że pielęgniarka odwiozła go do domu, bo klimat nadmorski wyraźnie mu nie służył. Już się więcej nie spotkaliśmy. Jego opowiadanie
zrobiło na mnie ogromne wrażenie, ale dopiero po wielu latach, gdy trafiła w moje ręce książka"Życie po życiu" uświadomiłam sobie, że słuchałam relacji z zaświatów z "pierwszej
ręki".

Do wiadomości redakcji:Lucyna /xxxxxxxx/



(...) Na koniec jeszcze przytoczę historię, która mi się przytrafiła. Gdy chodziłem do liceum miałem niemiły wypadek. O mało co nie utonąłem. Głupia sprawa, przeceniłem swoje zdolności pływackie i źle oceniłem głębokość basenu :p . Po wskoczeniu do wody pierwszą rzeczą jaką zauważyłem było to, że stanowczo za długo opadam na dno. Kiedy zorientowałem się, że nie mogę wypłynąć (próbowałem chyba wszystkich znanych stylów pływackich) nagle woda wdarła się do płuc. Ogarnęła mnie ciemność, ale się jej nie bałem to była czysta esencja spokoju. Chwilę potem wybuch jasności, niezwykle jasne światło (nie rażące, na które mogłem spojrzeć), euforia, radość a zwłaszcza miłość w każdym jego promieniu przeszywającym ciało, każdą komórkę, każdy atom i silne uczucie, że jestem jego częściom. To tak jak stanąć na wyciągnięcie ręki od rozżarzonej gwiazdy (czegoś nieskończenie olbrzymiego). To było doświadczenie bardzo mocno osobiste i bardzo ciężko jest mi je przelać na druk. Życzę ci abyś mógł kiedyś poczuć coś podobnego (oczywiście w lepszych okolicznościach). Potem niestety, do akcji wkroczył ratownik, wyciąganie, reanimacja i po ptakach. Obecnie po tym wydarzeniu jestem w stanie w każdej chwili to potwierdzić
Kai /nasz stały załogant!/



Skoro mówimy o "topieniu się", to jeszcze jedna relacja z tych nadesłanych do FN.



To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: chyba śmierć kliniczna


Witam serdecznie.

Dzisiaj pierwszy raz odwiedziłem waszą stronę i muszę przyznać, że
artykuły na niej zawarte skłoniły mnie do podzielenia się moja historią.
Gdy miałem 5 lat, ojciec zabrał mnie i brata nad pobliski staw. Brat był
starszy dlatego pływał dalej od brzegu, ja zaś pływałem na dmuchanym
materacu. Oprócz naszej trójki w wodzie bawiła się grupka osób. Pamiętam
że chciałem dopłynąć do brata aż nagle spadłem z materacu i wtedy
przydarzyło się coś niesamowitego. Widziałem sam siebie jak opadam na
dno (wody może było na 1-1,2m) to było tak jakby dusza opuściła moje
ciało. Unosiłem się nad taflą wody, wszystko było jakby w lekkim
zwolnionym tempie, stopniowo byłem coraz wyżej, widziałem wszystko i
wszystkich, bawiące się dzieci, brata i ojca który podbiegał do mnie.
Widziałem jak ojciec łapie mnie pod wodą i wyciąga na powierzchnię. W
tej samej chwili "powróciłem" i wszystko wróciło do normy...
Nie wiem co to było, nie wiem czy to śmierć kliniczna czy co, nie
widziałem żadnego światła, nie miałem migawek z życia i nie słyszałem
żadnych głosów. Muszę jednak przyznać ze w chwili "unoszenia się" byłem
spokojny, zadowolony, po prostu było mi dobrze, chodź nie wiem
dlaczego, patrzyłem przecież jak sam tonę. Czy to zjawisko miało na mnie
jakiś wpływ? Sam nie wiem... nie wiem czy to przez tę historię czy też z
innego powodu w kilka miesięcy (może rok) po tym miałem dziwne sny. Moja
rodzina jest dosyć religijna, więc może to miało wpływ na rodzaj snów.
Niemal, że co noc śniła mi się śmierć bliskich, znajomych i zupełnie
obcych ludzi. Widziałem kataklizmy i walący się świat. Bałem się tak
bardzo że trafiłem nawet do psychologa (nie psychiatry). Sny jeszcze się
pojawiały ale coraz rzadziej, chyba mogę powiedzieć ze trwało to gdzieś
do 9 roku życia.
O śmierci kliniczne usłyszałem w wieku 15-16lat, wtedy to po raz
pierwszy opowiedziałem rodzinie o „zdarzeniu nad stawem”. Nie wiem czy
to wszystko ma jakieś znaczenie i czy mi ktoś uwierzy, ale musiałem
gdzieś o tym napisać.
Pozdrawiam wszystkich i życzę wam i sobie poznania „prawdy” na temat
tych zjawisk.

Gabriel



To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: moja historia


Dzień dobry ,przeczytałam artykuł i postanowiłam napisać
Mam 32 lata dwoje kochanych dzieci w wieku 10 i 11 lat i wspaniałego
kochającego męża .Dzisiaj w nocy spałam z moim synkiem ,męża nie było w
domu ,gdyz wyjechał w delegację na kilka dni. Przytuliłam moje dziecko
ramieniem i zasnęłam ,nagle usłyszałam jakiś dziwny dzwięk ,stale
narastający ,do granic wytrzymałości.........aż do bólu .Podniosłam głowę
,próbując ocenić żródło dzwięku i ujrzałam bijące ogromnym światłem
promienie jasnego światła przezierające z drzwi pokoju. Nie oślepiało
lecz było bardzo jasne .Nagle zaczęłam delikatnie unosić się nad łóżko
,mocno przy tym ściskając synka, ale jakaś siła próbowała mnie od niego
odciągnąć .Broniłam się przed tym i nagle poczułam ,że spadam ,wtedy
przebudziłam się a moje serce biło z ogromną siłą i prędkością .
Nie wiem ,może był to sen ale towarzyszące mu emocje sięgnęły zenitu.
Czy mogło być to zatrzymanie akcji serca
i czy możliwym jest ażeby bez reanimacji samo zaczęło znowu bić ?

Pozdrawiam .Monika



I na koniec tego tekstu fragment e-maila od p. Krystyny z Toronto.




(...) Często zadajemy sobie pytanie, po co żyjemy, dokąd zmierzamy, co się dzieje z nami, gdy odchodzimy. Może, to krótkie opowiadanie, podpowie coś dla tego, który będzie je czytał. Historie opowiedział mi Andrzej R. Jest członkiem rodziny. Gościliśmy go w Kanadzie, z wizytą w 1998 roku.

(...) Wiecie o tym dobrze, że miałem operację na otwartej czaszce, związane jest to z guzem, który mam na "szyszynce'' a było to tak: kiedy opuściłem własne ciało, poczułem się bardzo zagubiony. Unosiłem się w górze, tak, dosłownie w górze. Widziałem dokładnie, jak lekarze operują mnie. W pewnym momencie zobaczyłem, jak lekarz pomocniczy, źle przecinał rurkę, która miała odprowadzać płyn z mózgu, "wołałem do niego "co ty robisz człowieku?", to jest źle zrobione. Jednak cały zespół lekarski nie widział mnie, ani nie słyszał. Zły na to wszystko, że nikt nie chce ze mną rozmawiać pomyślałem, że pójdę do drugiej sali, gdzie leżał mój kolega Staszek. Młody człowiek po podobnej operacji, jak i ja.

Pewnie pomyliłem drzwi, gdy bez trudu przeszedłem przez ścianę i już byłem koło Staszka. Zacząłem mówić do niego, jednak on nie reagował na moje słowa. Gdy tak patrzyłem na niego, byłem pewny, że on nie dożyje jutra. Nagle, coś mnie poderwało, poczułem się tak, jak by coś wciskało mnie w basen wody, to trwało chwilę. Nagle, znalazłem się w tunelu. To było coś pięknego. Cały tunel lśnił kolorami tęczy. Na samym końcu, było światło, bardzo silne i wielkie. Poczułem, jak jestem bardzo szczęśliwy. Przesuwałem się powoli do tego światła, które mnie wciągało a ja chciałem już tam być. Nagle, w koło mnie pojawiły się okrągłe kule (coś takiego, jak mydlane bańki). Otoczyły mnie, wciągając wyżej. Rozmawiały ze mną. Bez słów, tak jakby myślowo i one mnie rozumiały a ja bez problemu je rozumiałem. Kilka z tych świetlistych kół to byli zmarli członkowie z mojej rodziny. Nie uwierzysz, ja dokładnie ich rozpoznałem. Nagle, dwie kule się oddzieliły i zaczęły przesuwać się w dół pociągając mnie za sobą. Nie chciałem poddać się ich woli.

Było mi tak dobrze, wtedy jak by mnie olśniło. Moja żona i córki. To była bardzo realna myśl. W tym momencie, nastąpiło coś takiego, jak silne uderzenie, to było bardzo bolesne wejście w moje nędzne ciało, które cały czas leżało, na stole operacyjnym. Powiem jedno, nie byłem nigdy za bardzo wierzący, tak jak wy. Teraz moje życie bardzo się zmieniło. Nabrałem pewności, że jest jakaś siła wyższa, która decyduje o losie człowieka. Powiem tak: "śmierć, to taki próg, przez, który się przechodzi do innego życia", wierz w to.


Czasami pogoń za tym co modne i na czasie, może okazać się zgubą dla ciebie samego. Więc, drogi czytelniku, zanim podejmiesz decyzję, aby dotknąć tego co jest jeszcze nie znane, ani dla nauki, ani dla Ciebie, przeczytaj z uwagą co tu napisałam, a decyzja będzie należeć do Ciebie.
Krystyna Kupnicka Toronto-Ont.

Tekst: Fundacja NAUTILUS
Podziel się
oceń
3
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 11 grudnia 2011 19:12

    pojebani jestescie i tyle.
    wyobraznia

    autor sa

    blog: sasa

  • dodano: 08 listopada 2011 0:50

    Podczas umierania człowiek doznaje halucynacji,a to na wskutek niedotlenienia,czy substancji wytwarzanych przez szyszynke(ta sama chemia działa w naszym mózgu podczas snu).Ot wasze piękne czy straszne przeżycia.

    autor Stalin

  • dodano: 07 sierpnia 2011 23:08

    ej weź się ogarnij to jest bardzo uczuciowe przeżycie

    autor tlorent

    blog: loretn

  • dodano: 06 maja 2011 17:09

    Witam. Pasjonuje mnie temat śmierci klinicznej. Już od jakiegos czasu zbieram informacje na ten temat. Wszystkie wpisy tutaj zostaly przezemnie przeczytane ale najbardziej zainteresował mnie wpis 1. Ta sytuacja (jeśli tak to mogę określić) była dość wyjątkowa. Ale postanowiłam wam również opowiedzieć o przypadku znajomej. Teraz jest już dorosła ale gdy była w wieku licealnym w jej mieszkaniu zaczał sie ulatniać gaz. W pewnym momencie poprostu wszystko stało sie czarne. Nie wiele pamięta z tego co było przed tym wszystkim. A dokładnie przechodząc do tego co sie wydarzyło podczas jej ,,śmierci klinicznej"
    Znalazła sie na dużej łące porośniętej kwiatami w kształcie dzwoków i kielichów. Niebo było niesamowicie czyste i błękitne. Słońce ogrzewało jej twarz. W powietrzu unosił sie zapach którego nigdy wczesniej nie czuła. Dzwonki wydawały z siebie dźwieki dla niej wręcz nie do opisania. To wszystko napałało ją niesamowitym szczęściem, euforią. Na końcu łąki zobaczyła tylko kształt jakiejś postaci która wyciągnęła do niej dłoń i usłyszała jej głos,,Chodź do mnie. Tu ci będzie dobrze". Od postaci biło niesamowite dobro i miłość. Chciała iśc do postaci ale zanim postawiła pierwszy krok coś zmusiło ją do odwrócenia sie za siebie. Gdy to zrobiła zobaczyła za sobą szarość czerń i słyszała głosy swoich bliskich. Wołali ją głosem łamiącym się od płaczu. Chciała iść do tej tajemniczej postaci ale głosy jej bliskich nie pozwoliły jej. Odwróciła sie i ruszyła w kierunku szarości. Gdy tylko postawiła kilka głosów obudziła się. Opowiadała o tym z trudem ale mówiła też że to co czuła tam na tej łące było wręcz nie do opisania.

    I tu przytoczę wers z Biblii ,,Oczy twoje nie widziały uszy nie słyszały" Tu sie wszystko zgadza osoby podczas śmierci klinicznej widzą barwy których nigdy nie widziały na ziemi słyszą niesamowite dźwięki i czują zapachy których wcześniej nie czuły.

    autor Kardiolog

  • dodano: 30 października 2010 16:20

    a może to co widzimy zależy od okliczności w których się znajdujemy? Ja miałam taką sytuację że cały czas co chwilę traciłam przytomność. Było to w te wakacje, dy otwierałam oczy widziałam bliskich, którzy do mnie krzyczeli, ale mimo to że ich słyszałam nie potrafiłam im nic powiedzieć. Kiedy zamykały mi się oczy widziałam coś jakby wszechświat. Słyszałam jakieś szumy jakby rozmowy wszystkich ludzi na całym świecie jednocześnie. Było to dosyć nieprzyjemne i chciałam z tamtąd uciec. Dookoła było ciemno i wszędzie były malutkie światełka (przypominało to gwieździste niebo nocą). Cały czas w myślach krzyczałam, że jestem za młoda by umierać, że ja chcę żyć i powrócić do normalności. Nie wiem czy to ma jeszcze jakieś znaczenie ale kiedy otwierałam oczy miałam świat podzielony na dwie równe części tak jakbym każdym okiem widziała co innego. Po lewej stronie widziałam to co się zaraz wydarzy(nie patrzyłam wtedy z mojego punktu widzenia) a po prawej stronie to co się dzieje,np. widziałam że ktoś się potknie lub coś powie a po chwili po prawej stronie ktoś się potykał, mówił to. Byłam tego całkowicie świadoma. Dodam że ciekawią mnie takie zjawiska i próbowałam mówić o tym,np. powiedziałam do brata "Tomek krzyknie do Aśki uspokój się" i tak się stawało. chociaż było to nieprzyjemne cieszę się że czegoś takiego doświadczyłam

    autor anonim

  • dodano: 24 sierpnia 2010 0:14

    przygrzmociłes w dzrzewo az pewnie snieg spadl z 10 pobliskich drzew...i tyle...kiedys w 3 rundzie dostalem takiego gonga ze do 10 widzialem jasnosc i w srodku przeciwnika...takie rzeczy sie zdarzaja...pzdr

    autor arcenty22

  • dodano: 13 sierpnia 2010 18:22

    o może ja opowiem swoją historię i być może dam wam świadectwo na istnienie Boga
    W wieku około 12 lat miałem wypadek. Jechałem sobie na rowerku i trach. Wjeżdżając w krawężnik będąc rozpędzonym przednie koło mi odleciało, zaliczyłem totalną glebę prosto w facjate i miałem szczęście, że karku wtedu nie złamałem. Straciłem przytomność i widziałem siebie leżącego na chodniku. Unosiłem się do góry cały czas patrząć na ziemię i wtedy poczułem czyjąś obecność, światło, radość, wewnętrzne ciepło, "namiastki nieba". NIe było to światło latarki, dnia, słońca ani czegokolwiek (ziemskiego). Te światło pochodziło od tej osoby (czyste jak śnieg), nie widziałem tego, lecz czułem chwałę bożą rozświetlającą tą istotę. Radość jakiej doznałem nie spotkałem jeszcze nigdy w życiu ( ktoś może pomyśleć o radości świąt Bożego Narodzenia z dzieciństwa lub pierwszą miłość, ale to nie było ponieważ czułem obecność boga i była nieskończona). Owszem "nie byłem tam" ale kilka rzeczy wiedziałem na pewno, a mianowicie nie będziesz już jadł i pił, nie nastawisz budzika, żeby iśc jutro do pracy, nikt ciebie nie skrzywdzi i ty nikogo nie skrzywdzisz bo nie ma "tam" grzechu. Każdy jest równy, równy, równy. Powtórzyłem to 3 razy, aby przekonać was o tym, że obojętnie czy masz magistra, czy jesteś kaleką na wózku, czy lubisz piłke nożną, będziesz w królestwie bożym równy wobec wszyskich. Wszystko to poczułem dosłownie w ułamku sekundy. Na koniec usłyszałem głos '' CZY JESTEŚ GOTOWY" , moja odp "nie, jeszcze nie, nie, nie chcę tak zginąć" . Ten "ktoś" nie dyskutował, nie zapytał kolejny raz, uszanował moją wolę i chwilę później ocknołem się ze strasznym bólem. Czytałem potem jeden artykuł w gazetce świadków jechowy i był identyczny przypadek do mojego, a mianowicie pewien pan miał wypadek samochodowy i też się "rwał", żeby zostać, że jeszcze nie nadszedł jego czas. Ja nie mam żadnych wątpliwości w istnienie Boga, jednak czasami zbłądzę widząc tyle nienawiści dookoła. Dziwi was czemu Jezus, postępował " tak a nie inaczej" tzn dawał sobą pomiatać itp. mnie ani trochę, ponieważ wiedział o wszystkim i krzywdząc człowieka w jakikolwiek sposób to krzywdził by Boga. Dlatego dał nam nowe przykazanie abyśmy się wzajemnie miłowali tak jak on nas umiłował. Polecam też posłuchać 23 minuty w piekle. Trwajcie w wierze i chwalcie Pana.

    autor Wierny777

  • dodano: 13 maja 2010 12:15

    Witam chociaż ten blog jest prawie z przed 2 lat.
    Chciałam napisać,że bardzo ciekawe są Wasze przeżycia. Chciałabym,ale zarazem bałabym się przeżyć takie coś.
    Chociaż bardzo ciekawi mnie aż taka bliskość z Bogiem w tym wspaniałym świecie.
    Pozdrawiam. ;)

    autor Asia

    blog: brak

  • dodano: 08 maja 2010 22:02

    Do tego, który napisał 10 marca 2010. Wierzysz w Boga? Przestrzegasz jego nauczania itd. Może ludzie, którzy przeżyli to dobrze byli dobrymi chrześcijanami a Ty nie jestes ? Nie wiem jak jest to są tylko moje przypuszczenia. W Bibli pisze, że ten kto wierzy bedzie zbawiony.

    autor a

  • dodano: 10 marca 2010 22:03

    Mam 16 lat. Chce opowiedzieć swoją historię i przy okazji szczerze wam pozazdrościć tego, że po odejściu mieliście wspaniałe uczucie błogości. Moje odejście było zupełnie inne. Straszne.
    Pewnego dnia, siedząc w kuchni słabiej się poczułem. Usiadłem na krzesło. Dalej pamiętam tylko to jak się obudziłem. A więc po "odejściu" obraz miałem taki sam jakbym patrzył przez oczy, lecz nie widziałem kątem oczu nosa, nie widziałem siebie. Byłem tak jakby maleńką cząsteczką materii, w którą wcieliła się moja dusza. Jeszcze trochę wcześniej miałem zupełnie inne uczucie. W kółko robiłem tą samą czynność, jakby zawieśił mi się system, tyle, że rozumowałem i byłem w pełni świadomy tego, że jestem sobą. Wydawało mi się też jakbym robił to od wieków i na wieki, lecz ten stan zamienił się w ten, o którym już wcześniej napisałem. Całe życie przeleciało mi przed oczami, wszystkie wspomnienia, znajomości. Ujrzałem rozpacz moich bliskich, którzy leżą nade mną rozpaczając. Ja tym czasem widziałem tylko coś w stylu mechanizmu, który obraca się w kółko w nieskończoność napędzając wrzechświat. Strasznie chciało mi się pić, jednak nie mogłem nic z tym zrobić. Nie dało się wytrzymać. W kółko powtarzała się seria dziwnych, bardzo szybkich i rytmicznych dźwięków. Uświadomiłem sobie, że jestem cząstką wrzechświata, że wszystko ma swoją duszę. Godzina minęła mi jakbym przeżył tak jakbym przeżył tak ze sto wieków, a podczas tego przeżycia uświadomiłem sobie czym jest pojęcie nieskończoności. Niekończący się ból, męka. Po tym zacząłem dochodzić do siebie - przynajmniej mi się tak wydawało. Mówiłem do swojego kolegi, żeby polał mnie wodą, bo mam wysuszone gardło, płakałem jak małe dziecko, lecz inni zachowywali się jakby mnie nie słyszeli. W końcowym etapie obraz zaczął mi się kręcić w kółku, lecz wbrew pozorom nie po kole, lecz po kwadracie. Wszystko - palce, nogi głowa, ruszały mi się niezależnie ode mnie. Znajomi próbowali mnie ocucić, lecz bez skutku. Po jakimś czasie doszedłem do siebie i leżałem ok godziny na łóżku. W końcu musiałem wrócić do swojego domu, więc wyszedłem. Palce wciąż ruszały mi się robiąc kwadrat. Po kilkunastu minutach przestały. To byłoby na tyle z mojego przeżycia.
    Naprawdę! Zazdroszczę tym, którzy przeżyli to wspaniale, a nie boleśnie.

    autor Nie tak pięknie

  • dodano: 10 marca 2010 21:42

    s

    autor Nie tak pięknie

  • dodano: 24 stycznia 2010 8:59

    wczoraj przeżyłam śmierć... wiem dlaczego maiłam taki stan. nagle wszyscy co byli ze mną wydali mi się źli i krzyczeli, bili, wpychali wszędzie śnieg ja wiedziałam, ze umieram, ale coś nie pozwoliło wyjść z mojego ciała. po 2 minutach doszłam do siebie. ale to tak bardzo bolało... dlaczego miałam bolesne odejście, a wszyscy mają stan spokoju i radości.??

    autor wowmartynkalol@vp.pl

  • dodano: 10 stycznia 2010 18:45

    chciałabym mieć to już za sobą... boję się

    autor ewa

  • dodano: 03 stycznia 2010 19:10

    niebo to nie tylko stan w jakim sie znajdujemy ale rowniez stan w jakim jestesmy

    autor bolo

    blog: bolo

  • dodano: 13 grudnia 2009 3:27

    Azamiast znaleść się na swoimi łużku i w swoim pokoju, byłem w bardzo ciemnym tunelu.Po krotkim czasie w tunelu pojawiło się światło, było bardzo jasne i bardzo oddalone od mojej osoby. To światło zaczęło mnie przyciągać do siebie. Najpierw powoli później szybciej i szybciej, aż w końcu zaczęło mnie ogarniać zewsząt. W tym momencie uświadomiłem sobie, że ja znajduje się w tym świetle. Było ono podobne do światła milionów, może trylionów gwiazd. Ja nie czułem strachu, było mi ciepło i przyjemnie. Przed moją osobą pojawiała się nagle jakaś postać. Niestety nie widziałem jej twarzy, nic też nie mówiła do mnie. Osoba ta stała na przeciwko mnie, spoglądała na mnie lecz ja nie mogłem patrzeć na nią w sposób swobodny. Z tej osoby oraz z za tej osoby wypływały promienie światła tak bialego i tak ostrego że niemoglem na nie spoglądać. Gdy spojrzałem na jego twarz światło mnie oślepiało na tyle skutecznie, że po chwili musiałem opuszczać głowę w dół. Osoba ta wystawiła do mnie dłonie, które przez krótki czas moglem zauważyć. Dłonie tej osoby były przekute gwoździami. Miały one stygmaty, lecz nie krwawiły. Dłonie jego nie chciały mnie jednak przygarnąć, wprost przeciwnie pchnęły mnie do tyłu i zaczołem spadać. Działo się to bardzo błyskawicznie. Szybko opuściłem światło, widziałem jak się oddala, przemierzałem dobrze mi znany tunel tym razem w przeciwnym kierunku, aż ocknołem się w łóżku. Dusznośći o których mowa same przeminęły. Lecz dla pewności udałem się do lekarza, on jednak nic nie stwierdził. Niestety w pewnych okresach mojego życia powracają lecz tym razem nie są tak gwałtowne. A ja do tej pory próbuje zrozumieć co przeżyłem i szukam nadal odpowiedzi...

    Pozdrawiam wszystkich

    CESARZ

    autor CESARZ

    blog: Cherubin

  • dodano: 16 września 2008 23:24

    Moje doświadczenie z NDE a przynajmniej tak mi się wydaje było podobne, ale bardziej straszne i bolesne. Brak tunelu, przestrzeń jakby kosmiczna odchłań, prużnia i niby ja lub to co mi się wydawało że jestem.Lekka, zwiewna i widząca we wszystkich kierunkach.... Podczas opeacji wyrostka i komplikacji powstałych w trakcie jak zapalenie otrzewnej "widziałam" lekarzy żartujących sobie na różne tematy podczas operacji, próbowałam się z mini porozumiec ale bez rezultatów i nagle znalazłam się w odchłani, głosy szydzące i mało przyjazne,ból, brak powietrza i uczucie duszności.Zobaczyłam materie kuliste jak planety przemieszczające się w różnych kierunkach ale czułam strach i ból tak mocny że myślałam że będzie wieczny..Piekło myślałam i między tymi głosami i materjami usłyszałam mocny łos i zobaczyłam coś czego nie potrafię opisac - Ja jestem stwórcą i w karzdej chwili mogę to zakońcy! -

    autor ana

  • dodano: 15 sierpnia 2008 1:08

    Masz więc to szczęście lub nieszczęście i wiesz jak to się czuje jak jest się u schyłku. Pzdr

    autor aneeta7

    blog: carly

  • dodano: 15 sierpnia 2008 0:05

    to bylo jak sen szrenica 2007 wycieczka na narty nagle z duzą prędkoscia wjechalem w drzewo potem tak jagbym siedzial na tym drzewie i widzial co sie dzieje rodzice wolający zebym sie odezwal bardzo chcialem lecz nie moglem zobaczylem swiatlo i obudzilem sie w szpitalu nie wiem czy to byl sen panika teraz probuje o tym zapomniec ale nigdy nie zapomne wyrazu twazy rodzicow i brata patrzących na mnie i kzyczących lecz chce juz o tym zapomniec poprostu...niemoge

    autor martha94

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

wtorek, 23 września 2014

Licznik odwiedzin:  31 557  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 31557

Lubię to